Jak tchnąć nowe życie w stuletni zabytek? Kulisy metamorfozy dawnego Seminarium Śląskiego


2026.08.07
Autor: Piotr Maślak
Dawne Seminarium Śląskie w Krakowie zaadaptowano na potrzeby Filii Uniwersytetu SWPS im. ks. Józefa Tischnera. Celem architektów z B2 Studio odpowiedzialnych za ten proces była dyskretna interwencja. Chcieli, aby blisko stuletni gmach pozostał pozornie nietknięty. Ślady ich ingerencji są więc czytelne, ale nienachalne.

Józef Białasik, współtwórca i architekt B2 Studio:

Modernistyczny gmach przy al. Mickiewicza 3 to jeden z najbardziej charakterystycznych budynków przy Alejach Trzech Wieszczów. Od początku zależało nam, aby przywrócić mu rangę ważnego miejsca na mapie Krakowa, nie tylko poprzez odnowienie zabytkowej architektury, ale przede wszystkim przez ponowne wypełnienie go życiem i funkcją publiczną. To właśnie takie projekty są dziś szczególnie istotne dla rozwoju miast. Zamiast budować od nowa, warto przywracać mieszkańcom istniejące budynki i nadawać im nowe znaczenie.
Dawne Seminarium Śląskie w Krakowie, fot. Piotr Krajewski
fot. Piotr Krajewski

Co zapamiętaliście z pierwszego spotkania z dawnym Seminarium Śląskim?
Agata Staniucha, architektka B2 Studio: Kolor. Bordowe posadzki, zestawione z oryginalnymi drewnianymi drzwiami, od razu zwróciły moją uwagę. To one stały się punktem wyjścia dla projektu wnętrz. Bardzo szybko zrozumieliśmy, że ten budynek ma własną, niezwykle silną tożsamość i nie potrzebuje nowych środków wyrazu, wystarczy ją wydobyć.

Paweł Grzyb, architekt B2 Studio: Mnie z kolei uderzyło, jak bardzo ta tożsamość została przez lata przykryta. Zarówno otoczenie, jak i wnętrza były mocno zaniedbane. Wiele historycznych elementów ukryto pod kolejnymi warstwami, a kolejne przebudowy często wykonywano po prostu po to, żeby budynek działał. Dlatego od początku wiedzieliśmy, że naszym zadaniem nie będzie wymyślanie go na nowo, ale powrót do pierwotnego projektu z lat 20. XX wieku. Symboliczne jest też to, że kamień węgielny pod budowę wmurowano dokładnie sto lat temu, w 1926 roku. Ta renowacja zamyka więc pewną klamrę czasu.

Mieliście poczucie, że obcujecie z zabytkiem, czy jednak z wciąż żywą materią? Do końca przecież gmach był użytkowany.
Paweł Grzyb: Na pewno nie był to zabytek, którego człowiek boi się dotknąć. Choć mocno zniszczony, emanował przyjazną, ludzką energią. Zachwyciła nas też spójność pierwotnego projektu. Od razu było widać rękę wybitnych architektów - Zygmunta Gawlika i Franciszka Mączyńskiego, autora m.in. Pałacu Sztuki czy Domu pod Globusem w Krakowie. Wszystko było bardzo logiczne, proste i racjonalne. To właśnie ta konsekwencja sprawiła, że chcieliśmy przywrócić jego oryginalny charakter, a nie go zmieniać.

Agata Staniucha: Zabytek często narzuca respekt i pewną powagę. My od początku patrzyliśmy na ten budynek jak na miejsce z historią, którą chcemy uszanować, ale jednocześnie połączyć z ludźmi tu i teraz. Zależało nam, żeby przyszli użytkownicy poczuli się częścią tej opowieści - nie tylko jej odbiorcami, ale także kolejnymi bohaterami.

Przez blisko sto lat budynek wielokrotnie zmieniał funkcję od seminarium duchownego, przez siedzibę niemieckiej policji podczas wojny, po przestrzeń uniwersytecką. Jak odnaleźć się w takiej historycznej układance i zdecydować, które warstwy historii zachować?
Paweł Grzyb: Na szczęście kolejne etapy historii nie zatarły charakteru tego budynku. Okres wojenny - poza pożarem w 1945 roku, który strawił jedno z pięter - nie pozostawił trwałych zniszczeń. Co ciekawe, Niemcy wykorzystywali dawną kaplicę jako salę audytoryjną i poza demontażem krzyża nie zniszczyli zachowanych tam płaskorzeźb. Późniejsze dekady przyniosły raczej ślady codziennego użytkowania: wykładziny, przypadkowe zabudowy, obite drzwi czy prowizoryczne rozwiązania. Większość z tych zmian miała jednak powierzchowny charakter.

Agata Staniucha: To był dla nas sygnał, że warto wrócić do pierwotnej logiki tego projektu. Modernistyczny styl bardzo dobrze zniósł próbę czasu i nie wymagał radykalnych zmian. Co więcej, jego pierwotna funkcja okazała się naszym sprzymierzeńcem. Seminarium działało trochę jak dzisiejszy akademik - z pokojami alumnów rozmieszczonymi wokół centralnego korytarza. Ten niezwykle racjonalny układ sprawił, że niewielkie pokoje mogliśmy stosunkowo łatwo przekształcić w przestronne, dobrze doświetlone sale dydaktyczne.
Dawne Seminarium Śląskie w Krakowie, fot. Piotr Krajewski
fot. Piotr Krajewski

W takiej renowacji są elementy, którym poświęca się szczególną uwagę. Które z nich były dla was najważniejsze?
Agata Staniucha: Bez wątpienia dawną kaplicę, która dziś pełni funkcję największej auli. Zachowały się tam niezwykłe sklepienia z płaskorzeźbami i witrażowe okna. Ogromne wrażenie zrobiły na nas również archiwalne rysunki projektowe - dekoracje zostały rozrysowane ręcznie z niezwykłą precyzją i dbałością o detal. Kiedy dziś podnosi się wzrok ku sklepieniu, nadal czuć kunszt ich twórców.

Paweł Grzyb: Równie ważna była główna klatka schodowa. Drewniane stopnie i balustrady zachowały się w bardzo dobrym stanie. Musieliśmy oczywiście dostosować je do współczesnych wymogów bezpieczeństwa.

Jakie były najciekawsze odkrycia podczas kwerendy budynku?
Paweł Grzyb: Jednym z najciekawszych odkryć były archiwalne rysunki ogrodzenia. Okazało się, że boczne wrota miały zostać ozdobione charakterystycznymi motywami promieni, których ostatecznie nigdy nie wykonano. Dzięki zachowanej dokumentacji mogliśmy po blisko stu latach zrealizować pierwotny zamysł projektantów.

Agata Staniucha: Takich niespodzianek było więcej. Odkryliśmy między innymi niezrealizowany szyb windowy, który miał łączyć kuchnię z dawnym refektarzem. Wszystko było gotowe, ale sama winda nigdy nie powstała. Duże wrażenie zrobiły na nas też drzwi wejściowe. Cała tafla szkła otwiera się w nich niezależnie od ramy wyłącznie po to, żeby można ją było wygodnie umyć od strony elewacji. Po renowacji ten mechanizm nadal działa. To pokazuje, że sto lat temu architekci również projektowali z myślą o codziennym komforcie użytkowników. Dzisiaj często nie tyle wymyślamy nowe rozwiązania, ile rozwijamy pomysły, które oni mieli już wtedy.
Dawne Seminarium Śląskie w Krakowie, fot. Piotr Krajewski
fot. Piotr Krajewski

Budynek miał zachować swój historyczny charakter, a jednocześnie spełnić bardzo konkretne potrzeby nowych użytkowników. Jak wpisać współczesną uczelnię w niemal stuletnie mury?
Agata Staniucha: To była jedna z największych projektowych łamigłówek. Uniwersytet SWPS potrzebował dużej liczby sal dydaktycznych spełniających współczesne wymagania dotyczące akustyki, wyposażenia technicznego czy komfortu użytkowania. Jednocześnie zależało nam, by nie zatracić przestrzennej logiki historycznego budynku.

Paweł Grzyb: Każdy metr kwadratowy analizowaliśmy wielokrotnie. Program funkcjonalny zmieniał się wraz z potrzebami inwestora, a my musieliśmy pogodzić oczekiwaną liczbę sal dydaktycznych z ochroną historycznej tkanki i rozbudowanymi instalacjami technicznymi.

Paradoksalnie największym sprzymierzeńcem okazała się sama historia tego miejsca. Choć przez niemal sto lat budynek zmieniał użytkowników, jego podstawowa funkcja pozostała bardzo podobna. Dawniej mieściło się tu seminarium - uczelnia z salami wykładowymi, stołówką i kaplicą. Dziś działa tu uniwersytet z salami dydaktycznymi, stołówką i aulą. Ta ciągłość sprawiła, że pierwotny układ funkcjonalny budynku nadal bardzo dobrze odpowiada współczesnym potrzebom, dzięki czemu mogliśmy ograniczyć ingerencję w zabytkową tkankę do minimum. Największym zaskoczeniem okazały się natomiast stropy – po odkrywkach okazało się, że mają zupełnie inną konstrukcję, niż zakładaliśmy. Znaczną część instalacji trzeba było zaprojektować od nowa, bo kanały wentylacyjne po prostu się nie mieściły.

Przy takich projektach kompromisy są nieuniknione. Który z nich był najtrudniejszy?
Agata Staniucha: Niezmiennie największym wyzwaniem w zabytkach są okna skrzynkowe. Nie pozwalają spełnić współczesnych wymagań dotyczących izolacyjności akustycznej i termicznej. Tam, gdzie było to możliwe, zachowaliśmy oryginalne okna wraz z historycznymi okuciami. W salach dydaktycznych zastosowaliśmy nowe, wykonane na wzór istniejących, z zachowaniem historycznych podziałów i odrestaurowanych mosiężnych klamek. To kompromis, który pozwolił pogodzić komfort użytkowników z autentycznym charakterem budynku.

Renowacja zabytku to zawsze dialog z konserwatorem. Jak wyglądała ta współpraca?
Agata Staniucha: Od początku mieliśmy wspólny cel - nie dopisać do tego budynku kolejnej warstwy stylistycznej za wszelką cenę, ale wydobyć jego oryginalną architekturę. Prowadziliśmy odkrywki konserwatorskie, analizowaliśmy historyczne kolory i detale. Czasami wyniki naprawdę zaskakiwały. W reprezentacyjnych wnętrzach odnaleźliśmy późniejsze ślady w intensywnych odcieniach zieleni czy błękitu, ale wspólnie z konserwatorem zdecydowaliśmy się wrócić do pierwotnych, spokojniejszych tonów złamanej bieli. Dzięki temu uwaga skupia się dziś na architekturze i detalach, a nie na samej kolorystyce.

Paweł Grzyb: Ta współpraca przełożyła się na bardzo konkretne decyzje projektowe. Tam, gdzie tylko było to możliwe, zachowaliśmy oryginalną substancję budynku. Odrestaurowaliśmy historyczne drzwi, okna, balustrady czy przeszklenia ze szkła ornamentowego. Jeśli dawne wejścia zostały zamurowane, przywracaliśmy ich pierwotny rytm - czasem odtwarzając historyczny otwór drzwiowy, a innym razem pozostawiając odrestaurowane drzwi na swoim miejscu, nawet jeśli prowadziły już do innej funkcji. Dzięki temu zachowaliśmy historyczny rytm i proporcje korytarzy. Chodziło o to, by budynek pozostał autentyczny.

Paweł Grzyb: Praca przy zabytkach uczy też pokory. Posadzki, parkiety czy stolarka często wymagały jedynie odnowienia, by odzyskały swoją dawną jakość. To najlepszy dowód na to, że materiały sprzed stu lat potrafią być trwalsze od wielu współczesnych rozwiązań.

Gdyby za kolejne sto lat ktoś analizował historię tego budynku, jakie ślad waszej pracy odnajdzie?
Paweł Grzyb: Mam nadzieję, że... właściwie żadnych. Zależy nam, żeby nasza interwencja była jak najmniej zauważalna, ale oczywiście nie było to całkowicie możliwe. Pojawiły się zmiany, których nie dało się uniknąć. Wprowadziliśmy windy, poszerzyliśmy biegi pomocniczej klatki schodowej, podwyższyliśmy balustrady. Wszystkie te rozwiązania projektowaliśmy jednak na bazie oryginalnej konstrukcji, tak aby nie dominowały nad historyczną architekturą. Chcieliśmy, by za sto lat budynek nadal opowiadał przede wszystkim własną historię, a nie historię napisaną naszym remontem.

To jest dziś dla was największy sukces tego projektu?
Agata Staniucha: Największym sukcesem jest to, że budynek znowu żyje. Nie jest już wyłącznie miejscem zajęć dydaktycznych. Udało się stworzyć nowe przestrzenie wspólne - dawną część techniczną przekształciliśmy w strefę spotkań, odpoczynku i kawiarnię z wyjściem na dziedziniec.

Paweł Grzyb: Staraliśmy się, żeby były to miejsca, w których po prostu chce się zostać. Pojawiły się rośliny, wygodne sofy, strefy odpoczynku. Kolorystycznie wnętrza nadal opierają się na charakterystycznym bordo obecnym w historycznym budynku, który równoważy zieleń roślin. Zostawiliśmy też kilka elementów dawnego zaplecza technicznego, między innymi ręcznie podpisywane rozdzielnice elektryczne. Bardzo je lubię, bo przypominają, że historia tego miejsca składa się również z takich niepozornych detali. Najbardziej cieszy jednak to, że budynek znowu stał się częścią codziennego życia miasta. Uratowaliśmy fragment historii Krakowa, ale jednocześnie otworzyliśmy dla niego nowy rozdział. Dla architekta trudno o większą satysfakcję.

Czy gmach ma szansę stać się również nowym miejscem spotkań na mapie Krakowa?
Paweł Grzyb: Odbiorcy to ocenią, ale taki był nasz cel. Nie chcieliśmy stworzyć miejsca, które funkcjonuje wyłącznie od pierwszych do ostatnich zajęć. Już dziś budynek tętni życiem do późnych godzin wieczornych - studenci korzystają ze stref wspólnych, spotykają się w kawiarni i na dziedzińcu. Jako projektanci stworzyliśmy warunki, by tak mogło się dziać. Zaprojektowaliśmy przestrzenie półpubliczne: kawiarnię, hole pełniące funkcję miejsc spotkań i wystaw, wielofunkcyjne aule oraz dostępny dziedziniec. Zadbaliśmy także o pełną dostępność obiektu i przywróciliśmy historyczne wejścia od strony al. Mickiewicza i ul. Humberta, dzięki czemu otoczenie stało się bardziej otwarte i przyjazne również dla mieszkańców.

Agata Staniucha: Projekt pozostawia też przestrzeń do dalszego rozwoju. Jednym z jego elementów jest koncepcja zagospodarowania tarasu widokowego na dachu jako zielonej strefy z ławkami i zewnętrznym barem. Widok na Kraków jest stamtąd wyjątkowy. Bardzo chcielibyśmy, żeby również mieszkańcy miasta odkryli to miejsce na nowo.